Premiera Crimson Desert w końcu się wydarzyła – po sześciu latach produkcji, milionie zapowiedzi i hype’ie pompowanym do granic absurdu. I jak to zwykle bywa, rzeczywistość okazała się trochę bardziej skomplikowana niż marketingowe obietnice.

2 miliony w 24 godziny

Nie ma co gadać, 2 miliony sprzedanych kopii w pierwszej dobie to wynik. Niezależnie od mieszanych recenzji, gracze ruszyli do sklepów jak do promocji na Steamie.

Dla porównania – takie Kingdom Come: Deliverance 2 potrzebowało roku, żeby dobić do 5 milionów. Tutaj mamy prawie połowę tego w jeden dzień. To pokazuje jedno: marketing Pearl Abyss dowiózł, nawet jeśli gra nie do końca.

Do tego dochodzi solidny peak na Steamie – ponad 239 tysięcy graczy jednocześnie. Jak na singlową grę RPG bez multi i bez mikrotransakcji? Szacun.

Giełda spanikowała szybciej niż gracze

I teraz najlepsze – mimo świetnej sprzedaży, inwestorzy się wycofują. Akcje Pearl Abyss poleciały w dół o jakieś 30% w dniu premiery. Powód? Prosty: mieszane recenzje, obawy o długoterminową sprzedaż i gigantyczny budżet (200 milionów dolarów).

Czyli klasyka: hype napompowany, expectations za wysokie, rzeczywistość „meh”.

Problemy techniczne

No i teraz dochodzimy do tego, co boli najbardziej – stan techniczny gry, który momentami potrafi skutecznie zabić całą frajdę z grania.

Na PlayStation 5 sytuacja jest… delikatnie mówiąc nierówna. Gracze raportują wyraźne problemy z pop-inem, które przypominają czasy dużo starszych generacji, a do tego dochodzą glitchujące tekstury i momenty, w których świat gry po prostu nie nadąża się wczytać. Najgorzej wypada tryb 120 Hz, który według samych twórców na ten moment lepiej sobie odpuścić. Na PS5 Pro jest trochę stabilniej, ale bazowa wersja konsoli wyraźnie nie radzi sobie tak, jak powinna przy tej skali produkcji.

Na PC wcale nie jest dużo lepiej, tylko problemy są inne. Wersja uruchamiana przez Xbox App potrafi się losowo crashować, co potrafi skutecznie zniechęcić do dalszej gry. Co ciekawe, użytkownicy Steama zgłaszają znacznie mniej takich problemów, więc wygląda na to, że różnice między platformami dystrybucji mają tu spore znaczenie.

Największy absurd dotyczy jednak posiadaczy kart Intel Arc – dla nich gra w praktyce nie istnieje, bo po prostu się nie uruchamia. Zamiast tego pojawia się komunikat o braku wsparcia sprzętu, co przy premierze tej skali jest dość kompromitujące.

Intel zdążył już odnieść się do sprawy i, nie owijając w bawełnę, sugeruje, że problem leży po stronie dewelopera. Według ich stanowiska próbowali współpracować z Pearl Abyss, oferowali wsparcie techniczne, narzędzia i dostęp do sprzętu testowego, ale najwyraźniej nie przełożyło się to na finalny produkt. Całość brzmi jak klasyczna sytuacja z branży: jedni twierdzą, że chcieli pomóc, drudzy dowieźli coś, co ewidentnie wymaga jeszcze sporo pracy.

Brak mikrotransakcji – rzadki plus

Jedna rzecz, którą zdecydowanie trzeba im oddać, to podejście do monetyzacji. Crimson Desert nie ma battle passa, sklepu ani żadnych mikrotransakcji – kupujesz grę i dostajesz kompletny produkt, bez dodatkowego wyciągania kasy po drodze.

Pearl Abyss jasno komunikuje, że gra sama w sobie jest „transakcją” i na tym koniec, co w obecnych realiach branży naprawdę wyróżnia się na plus. W czasach, gdy większość dużych produkcji próbuje jeszcze coś dorzucić do koszyka po zakupie, takie podejście zaczyna wyglądać jak coś niemal rewolucyjnego.

Co dalej?

Na ten moment sytuacja wokół Crimson Desert jest dość klarowna. Z jednej strony mamy bardzo mocny wynik sprzedaży, z drugiej – mieszane opinie graczy i recenzentów, a do tego dochodzą problemy techniczne, które ewidentnie wymagają dopracowania.

Twórcy zapowiadają szybkie aktualizacje i podkreślają, że słuchają społeczności, co jest już standardem przy premierach tego typu. Kluczowe pytanie brzmi jednak, czy uda im się wprowadzić poprawki na tyle szybko, żeby utrzymać zainteresowanie grą na wysokim poziomie.

Jeśli Crimson Desert nie zostanie sprawnie naprawione, istnieje ryzyko, że świetny wynik na start okaże się jednocześnie jego najwyższym punktem. Gracze zrobili swoje – kupili, sprawdzili i teraz czekają na rozwój sytuacji. Wszystko zależy od tego, jak szybko i skutecznie zareaguje studio.