Riot znowu to zrobił. Niby tylko update UI w VALORANT, ale efekt? Społeczność wkurzona, gracze zdezorientowani, a ergonomia… no cóż, bywało lepiej.
Nie chodzi nawet o to, że coś zmienili. Problem w tym, że zmienili coś, co działało – i to całkiem nieźle.
Więcej klików, mniej sensu
Największy zarzut? Nawigacja poszła w złą stronę. Stary interfejs miał swoje problemy, jasne. Był momentami chaotyczny, trochę „indie vibe”, ale wszystko było na widoku, przełączanie między sekcjami było szybkie, człowiek nie musiał się zastanawiać „gdzie oni to przenieśli”.
Teraz? Zakładki sklepu są na dole i znikają po kliknięciu: genialne, jeśli ktoś lubi szukać tego samego pięć razy. Tryby gry ukryte w bocznym panelu: niby porządek, ale w praktyce więcej kliknięć i więcej kombinowania
I tu jest sedno: UI nie powinno wymagać myślenia. Ma być przezroczyste. A teraz jest dokładnie odwrotnie.
„Grubsze”, większe, cięższe – ale czy lepsze?
Nowy interfejs wygląda jakby ktoś powiedział: „zróbmy wszystko większe, to będzie bardziej nowoczesne”. Efekt: większe fonty, większe elementy i więcej rzeczy na ekranie naraz.
Tylko że gracze PC nie siedzą trzy metry od telewizora. Siedzą 50 cm od monitora. I tu zaczyna śmierdzieć, bo to wygląda jak klasyczny case: „robimy UI pod konsole i PC dostaje przy okazji”.
To tłumaczy przeskalowane elementy, uproszczone układy i mniej „precyzyjnej” kontroli nad ekranem. Problem? VALORANT to nadal przede wszystkim gra PC-owa.
Gdzie się podziała tożsamość?
Stary UI miał charakter. Może nie był idealny, ale był lekki, rozpoznawalny i miał swój styl. Nowy? Trochę jakby ktoś wziął kawałek Call of Duty, trochę Overwatcha, trochę „generic live service UI” i zmiksował to bez większego pomysłu. Efekt końcowy: bezpieczny, ale kompletnie bez duszy.
Bugfest jak zawsze
Jakby sam design nie wystarczył, dochodzą jeszcze stare, dobrze znane problemy techniczne. Po aktualizacji gracze zaczęli zgłaszać sytuacje, w których pingi drużyny po prostu znikają z ekranu, co w grze tak bardzo opartej na komunikacji potrafi kompletnie rozwalić rundę. Do tego dochodzi źle wyświetlany ranking w trójkącie Act Rank, który dla wielu osób jest jednym z głównych elementów progresji – i nagle okazuje się, że nawet to nie działa jak powinno.
Nie brakuje też bardziej podstawowych wpadek. Zdarza się, że przy umiejętnościach nie wyświetlają się przypisane klawisze, co dla nowych graczy jest zwyczajnie dezorientujące, a dla weteranów – irytujące. Dorzuć do tego glitchujące nicki i inne drobne błędy interfejsu, które może pojedynczo nie są katastrofą, ale razem tworzą wrażenie totalnego niedopracowania.
I tu jest największy problem. Nawet jeśli ktoś chce podejść do nowego UI z otwartą głową i dać mu szansę, to takie techniczne babole skutecznie tę cierpliwość zabijają. Bo jedno to zmiana przyzwyczajeń, a drugie to walka z rzeczami, które po prostu powinny działać od pierwszego dnia.