Premiera Battlefield 6 była jedną z najmocniejszych w historii serii. Gra sprzedała się w 7 milionach egzemplarzy w pierwszy weekend, a na samym PC odnotowano 747 tysięcy graczy jednocześnie. To liczby, które jeszcze niedawno były zarezerwowane właściwie wyłącznie dla Call of Duty.

A jednak – mimo takiego startu – Electronic Arts zdecydowało się na zwolnienia w Battlefield Studios. I nie mówimy tu o jednej ekipie.

Zwolnienia w całym ekosystemie Battlefielda

Restrukturyzacja obejmuje cztery studia odpowiedzialne za rozwój marki:

  • DICE – główny twórca Battlefielda
  • Ripple Effect – odpowiedzialne m.in. za tryby multiplayer
  • Criterion – znane z serii Need for Speed
  • Motive – twórcy remake’u Dead Space

EA nie podało dokładnej liczby osób, które stracą pracę, ale wiadomo, że redukcje dotkną wszystkie cztery zespoły. Jednocześnie wydawca podkreśla, że żadne studio nie zostaje zamknięte, a rozwój Battlefielda ma być kontynuowany.

Oficjalnie chodzi o „restrukturyzację Battlefield Studios”. W praktyce oznacza to klasyczny ruch korporacyjny: ciąć koszty, zanim inwestorzy zaczną zadawać niewygodne pytania.

Problem Battlefielda 6: świetny start, szybki spadek

Pierwsze tygodnie wyglądały jak powrót serii na tron. Potem zaczęły się schody. Sezon 1 miał po prostu za mało contentu. Gracze szybko wyczyścili wszystko, co było do zrobienia, i zaczęli odpadać.

Potem sytuację pogorszył długi poślizg sezonu 2, który zostawił grę w dziwnej próżni: bez nowych map, bez dużych update’ów, bez powodów żeby wracać. W międzyczasie pojawiły się nowe hity multiplayerowe. Największym z nich jest Arc Raiders, który przyciągnął sporą część community shooterów.

Efekt? Liczby graczy zaczęły topnieć. Sezon 2 chwilowo podbił statystyki – jak to zwykle bywa przy dużym patchu, ale po kilku tygodniach aktywność wróciła do poziomu z sezonu 1.

Battle royale też nie uratował sytuacji

EA próbowało powtórzyć sukces Warzone, wypuszczając free-to-play Battlefield REDSEC. Problem w tym, że rynek battle royale jest dziś brutalny. Jeśli nie jesteś Fortnite, Warzone albo Apex Legends, walczysz o resztki uwagi graczy.

REDSEC na razie nie wygląda na tytuł, który miałby zmienić układ sił.

Nadzieja w dużych mapach

DICE pracuje teraz nad funkcją, o którą gracze proszą od premiery – prawdziwie dużymi, otwartymi mapami. To element, który przez lata był fundamentem Battlefielda. Jeśli wróci w odpowiedniej formie, może realnie odbudować zainteresowanie grą.

Według deweloperów pierwsza taka mapa może pojawić się dopiero w sezonie 3 albo 4. Czyli: trzeba jeszcze trochę poczekać.

W tle wielka kasa i jeszcze większe długi

Cała sytuacja nie dzieje się w próżni. Od kilku miesięcy mówi się o potencjalnym przejęciu Electronic Arts przez konsorcjum inwestorów, w którym znajduje się m.in. Public Investment Fund z Arabii Saudyjskiej.

Kwota transakcji ma wynosić około 55 miliardów dolarów, z czego 20 miliardów to finansowanie dłużne. A gdy w grę wchodzą takie liczby, korporacje zaczynają robić jedną rzecz: ciąć koszty gdzie się da.

Zwolnienia w Battlefield Studios mogą być więc po prostu elementem przygotowań do większej operacji finansowej.