W ostatnich latach polityka handlowa Stanów Zjednoczonych potrafiła solidnie namieszać w globalnym rynku technologii i gamingu. Teraz wygląda na to, że rachunek za te decyzje zaczyna wracać do Waszyngtonu. Nintendo pozwało rząd USA, domagając się zwrotu ceł importowych wraz z odsetkami, które – według niedawnego orzeczenia amerykańskiego Sądu Najwyższego – zostały pobrane nielegalnie.

I nie chodzi tu o drobne.

Sąd Najwyższy: te cła nie miały podstawy prawnej

Cała historia zaczęła się od decyzji administracji Donalda Trumpa, która wprowadziła szerokie cła importowe na produkty produkowane poza USA. W praktyce objęło to ogromną część elektroniki – w tym sprzęt gamingowy.

Do ich wprowadzenia użyto ustawy International Emergency Economic Powers Act (IEEPA), czyli narzędzia przeznaczonego pierwotnie do reagowania na zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego. Problem w tym, że sąd uznał, iż nie można jej używać do prowadzenia wojen handlowych.

W efekcie Sąd Najwyższy USA uznał te taryfy za niezgodne z prawem i nakazał ich wstrzymanie. Logika jest prosta: jeśli państwo pobrało pieniądze bez podstawy prawnej, to powinno je oddać. I właśnie po te pieniądze idą teraz firmy.

Nintendo: „ponieśliśmy znaczące straty”

Nintendo złożyło oficjalny wniosek o zwrot ceł, twierdząc w pozwie, że firma poniosła „znaczące szkody finansowe”. Trudno się temu dziwić.

Cła uderzyły w moment, kiedy japoński gigant przygotowywał się do premiery Nintendo Switch 2. Wprowadzone opłaty były na tyle wysokie, że firma musiała opóźnić start preorderów Switcha 2 w USA oraz podnieść ceny Nintendo Switch 1 zwiększyć ceny akcesoriów, takich jak docki, kontrolery czy ładowarki

Rynek gamingowy działa na bardzo cienkich marżach sprzętowych. Jeśli nagle pojawia się kilkunastoprocentowa opłata importowa, ktoś musi za to zapłacić. Zazwyczaj gracze.

Nintendo oficjalnie skomentowało sprawę bardzo oszczędnie: firma potwierdziła jedynie, że złożyła wniosek o zwrot należności i nie planuje dalszych komentarzy.

Nintendo nie jest samo. W kolejce stoi tysiąc firm

Ta historia jest znacznie większa niż jeden producent konsol. Według danych z pozwów ponad tysiąc firm domaga się zwrotu pieniędzy. Wśród nich znajdują się m.in.: FedEx, Costco oraz Revlon.

Łącznie chodzi o ponad 200 miliardów dolarów ceł pobranych od lutego 2025 roku. To gigantyczna kwota nawet jak na standardy amerykańskiej gospodarki. Jeśli sądy ostatecznie przyznają rację firmom, rząd USA może być zmuszony do jednej z największych refundacji podatkowych w historii kraju.

Trump wprowadza nowe cła – inną drogą

Sprawa jednak wcale nie jest zamknięta. Administracja Trumpa – po tym jak wcześniejsze taryfy zostały zakwestionowane – wprowadziła nowe globalne cła w wysokości 10%, z możliwością podniesienia ich do 15%. Tym razem użyto innej podstawy prawnej, co ma utrudnić kolejne pozwy.

Krytycy twierdzą jednak, że to zwykłe obchodzenie wyroków sądu. Sytuacja jest na tyle napięta, że 24 amerykańskie stany pozwały rząd federalny, zarzucając prezydentowi nadużywanie uprawnień i ignorowanie decyzji Sądu Najwyższego.