Są takie momenty, kiedy seria potrzebuje świeżej krwi. I wygląda na to, że właśnie to dostaniemy w nowej odsłonie Horizon.
Kampania od zera: żadnych świętych krów
Tym razem nie wjeżdżasz na festiwal jako gwiazda z okładki. Startujesz jako turysta, który przypadkiem trafia na Horizon Festival w Japonii. Masz słaby wóz, najniższą klasę i zero legendy wokół nazwiska. I to jest cholernie dobra decyzja projektowa.
Ekipa z Playground Games wyraźnie odrobiła lekcję. W poprzednich częściach – szczególnie w Forza Horizon 5 – od początku byliśmy „kimś”. Tu trzeba sobie na wszystko zapracować.
Trzonem progresji są armbandy (Wristbands) – siedem poziomów wtajemniczenia. Każda odblokowuje trudniejsze wyścigi i nowe aktywności. Żeby awansować, musisz zaliczać Horizon Qualifiers, wyścigi, stunt’y, wyzwania i zamykać tzw. Wristband Challenges. Prosto? Tak. Skutecznie? Zapowiada się, że bardzo.
Legend Island: tylko dla kozaków
Zbierzesz komplet siedmiu opasek? Otwiera się Legend Island: osobna strefa mapy dostępna wyłącznie dla najlepszych. Tam czeka między innymi rozbudowana wersja Goliatha, czyli wyścig przez praktycznie całą mapę. Jeśli ktoś gra w Horizona dla długich, brutalnych maratonów na limicie koncentracji: to będzie wasz plac zabaw.
Brzmi jak endgame z prawdziwego zdarzenia, a nie checklist do odbębnienia.
Otwarty świat, który wreszcie ma sens
Mapa Japonii nie ma być tylko ładnym tłem do ślizgania się bokiem. Twórcy stawiają na eksplorację:
- ukryte samochody,
- pieczątki za zdjęcia w kultowych lokacjach,
- nagrody w postaci kredytów, domów, aut i kosmetyki.
Najważniejsze jest jednak to, że kampanię przejdziesz solo albo w pełnym co-opie. Bez ograniczeń, bez dziwnych blokad. Jeśli masz ekipę, możecie przeorać cały progres razem.
550+ aut na start i agresywna oferta premierowa
Na premierę dostaniemy ponad 550 samochodów. To już absurdalna liczba, ale Horizon przyzwyczaił nas do garażu większego niż niejedna platforma sprzedażowa. Premiera zaplanowana jest na 19 maja 2026 roku na: Xbox Series S, Xbox Series X oraz PC.
Gra trafi w dniu debiutu do Xbox Game Pass Ultimate oraz PC Game Pass, co – nie oszukujmy się – wywróci sprzedaż do góry nogami. Wersja na PlayStation 5 pojawi się później, więc mówimy o czasowej wyłączności na konsole Xboxa. To ruch biznesowy, ale też jasny sygnał, gdzie bije serce marki.
Edycja Deluxe za 99,99 euro? Cztery dni wcześniejszego dostępu, VIP, pakiety aut, Autopass i dwie przyszłe ekspansje. Klasyczny model „zapłać więcej, wjedź pierwszy”.
Czy to wreszcie będzie prawdziwa ewolucja?
Najważniejsze pytanie brzmi: czy to tylko kosmetyka, czy realna zmiana filozofii?
Powrót do progresji od zera, wyraźnie zarysowany endgame i większy nacisk na budowanie reputacji to krok w dobrą stronę. Seria była już blisko autopilota: szybkie auta, fajna mapa, dużo eventów i jazda. Teraz wygląda na to, że struktura kampanii ma znaczenie.
Jeśli balans trudności nie zostanie rozmyty, a Japonia faktycznie zaoferuje zróżnicowane środowiska – od górskich serpentyn po neonowe metropolie – możemy dostać najmocniejszą odsłonę w historii cyklu.