Esport od dawna zmaga się z problemem toksyczności, ale to, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach wokół Fnatic, pokazuje, że sytuacja zaczyna przekraczać granice zwykłego „flame’u” z solo queue. Mówimy o groźbach śmierci, zorganizowanym nękaniu i personalnych atakach wymierzonych w konkretnych zawodników. Fnatic nie zamierza już udawać, że to „część gry”.

19 lutego organizacja opublikowała oficjalne oświadczenie, w którym jasno stwierdziła: zero tolerancji dla gróźb i nękania. I co ważne, to nie jest kolejne puste PR-owe zdanie. Fnatic zapowiada konkretne działania: zgłaszanie spraw organom ścigania, permanentne bany na wszystkich swoich platformach oraz zakazy wstępu na wydarzenia offline.

Problem, który narastał od dawna

Każdy, kto śledzi scenę League of Legends czy VALORANT, wie, że presja jest ogromna. Fnatic to jedna z najbardziej rozpoznawalnych organizacji w historii esportu. Masz ogromną bazę fanów, ale też ogromną bazę hejterów. W ostatnim czasie szczególnie mocno ucierpieli: Vladi, Lospa i Boaster.

Według doniesień część z nich wycofała się z social mediów po otrzymaniu gróźb i zmasowanego hejtu. Boaster już wcześniej otwarcie mówił o tym, że dostawał wiadomości z groźbami śmierci. I nie, to nie są pojedyncze przypadki. To powtarzalny schemat, który widzimy w całym esporcie.

Najczęściej zaczyna się od słabej serii meczów. Potem przychodzą komentarze. Potem obelgi. A potem ktoś przekracza granicę.

Fnatic eskaluje – i słusznie

Najważniejszy element oświadczenia Fnatic to jedno zdanie: groźby przemocy są przestępstwem, nie opinią. To kluczowa zmiana narracji. Przez lata esport traktował toksyczność jako „problem społeczności”, który rozwiązuje się banami na czacie albo moderacją. Fnatic idzie krok dalej i jasno mówi: to nie jest już kwestia moderacji. To kwestia prawa. Organizacja zapowiedziała:

  • zgłaszanie spraw na policję
  • trwałe bany na Discordzie i social mediach
  • zakaz udziału w eventach Fnatic
  • bezpośrednie wsparcie psychologiczne i organizacyjne dla graczy

To ważne, bo esport przez lata zostawiał zawodników samych sobie. Gracz miał „po prostu nie czytać komentarzy”. Tyle że w praktyce to niemożliwe, kiedy twoja praca to bycie publiczną postacią.

Presja w esporcie jest większa, niż wielu myśli

Ludzie często zapominają, że zawodnicy to nie są anonimowe nicki. To młodzi ludzie, często w wieku 17-23 lat, którzy nagle trafiają pod ogromną presję. Gracz League of Legends w LEC czy IEM Katowice gra przed setkami tysięcy widzów online i tysiącami na arenie. Każdy błąd jest analizowany. Każda porażka wyśmiewana. Każda decyzja kwestionowana.

A potem otwierasz telefon i widzisz wiadomość: „powinieneś umrzeć”. To nie jest „feedback”. To czysta patologia. Trzeba pochwalić Fnatic za ten statement!