Jeszcze niedawno generatywne AI w grach było ciekawostką. Dzisiaj jest strategią biznesową, narzędziem produkcyjnym i – dla wielu twórców – potencjalnym zagrożeniem egzystencjalnym. Firmy technologiczne i wydawcy widzą w nim przyszłość. Twórcy i gracze? Coraz częściej widzą w nim problem.
To nie jest już dyskusja akademicka. To jest konflikt o przyszłość całej branży.
Roblox, Google i początek ery „prompt-to-game”
Na początku lutego Roblox ogłosił coś, co jeszcze kilka lat temu brzmiałoby jak science fiction: generowanie interaktywnych obiektów i mechanik w czasie rzeczywistym za pomocą AI. Nie statyczne assety. Nie koncepty. Funkcjonalne elementy gameplayu.
Google nie zostaje w tyle. Ich Project Genie potrafi wygenerować grywalny świat na podstawie jednego promptu. Wpisujesz opis, system tworzy środowisko, a ty możesz się w nim poruszać. To oznacza jedno: bariera wejścia do tworzenia gier spada dramatycznie. I tu zaczyna się problem.
Bo o ile brzmi to jak demokratyzacja tworzenia gier, to równie dobrze może być automatyzacja pracy ludzi, którzy robili je do tej pory.
Branża się boi. I ma powody
Według badania Game Developers Conference, ponad połowa developerów uważa, że generatywne AI ma negatywny wpływ na branżę. To ogromny wzrost w porównaniu do poprzedniego roku. Nie chodzi tylko o ideologię. Chodzi o fakty:
- masowe zwolnienia w studiach od 2023 roku,
- presja wydawców na cięcie kosztów,
- rosnące inwestycje w automatyzację produkcji.
Z punktu widzenia CEO sprawa jest prosta: AI obniża koszty i przyspiesza produkcję. Z punktu widzenia artysty, designera czy aktora głosowego: AI może oznaczać utratę pracy.
Take-Two, wydawca GTA 6, mówi wprost: mają setki projektów AI w toku i widzą w nim sposób na zwiększenie efektywności. W języku korporacyjnym „efektywność” często oznacza jedno: mniej ludzi, więcej automatyzacji.
Gracze nie kupują tej wizji

I to jest najciekawsze. Badania pokazują, że ponad 60% graczy ma negatywny stosunek do generatywnego AI w grach. Największy sprzeciw dotyczy: grafiki, dialogów, muzyki, voice actingu, fabuły. Innymi słowy: wszystkiego, co nadaje grze duszę.
Gracze potrafią zaakceptować AI jako narzędzie pomocnicze. Ale nie jako zastępstwo dla kreatywności. Bo gracze widzą różnicę. Gra stworzona przez ludzi ma intencję. Gra złożona przez AI ma strukturę. To nie jest to samo.
Paradoks: AI już jest w grach, które odnoszą sukces
Nie da się jednak udawać, że AI nie działa. Przykład: Arc Raiders. Gra wykorzystuje AI do voiceoverów i osiąga bardzo dobre wyniki na Steamie. Larian Studios – twórcy Baldur’s Gate 3 – również używali AI do konceptów. I mimo że finalne assety tworzyli ludzie, backlash był na tyle duży, że studio wycofało się z tego podejścia.
To pokazuje coś ważnego: problemem nie jest samo użycie AI. Problemem jest to, gdzie i jak jest używane. Gracze są w stanie zaakceptować AI jako narzędzie wspierające. Nie akceptują go jako zastępstwa dla twórców.
AI nie zabija kreatywności. Zabija bariery wejścia
I tu dochodzimy do sedna. Generatywne AI nie sprawia, że każdy stanie się dobrym twórcą. Sprawia, że każdy może zacząć tworzyć. To ogromna różnica. Historia pokazuje, że obniżenie barier wejścia zwykle prowadzi do dwóch rzeczy: zalewu przeciętności i pojawienia się nowych, nieoczekiwanych talentów.
Tak było z YouTube. Tak było z Unreal Engine. Tak było z moddingiem. AI to kolejny etap tej ewolucji.
Problem polega na tym, że tym razem automatyzowana jest kreatywność, a nie tylko technologia.
Prawdziwe zagrożenie nie jest techniczne. Jest ekonomiczne
AI nie musi być lepsze od ludzi, żeby ich zastąpić. Musi być tylko: tańsze, szybsze i „wystarczająco dobre”. To wystarczy, żeby zarządy firm zaczęły zadawać niewygodne pytania. Dlaczego zatrudniać 10 artystów, skoro można zatrudnić 3 i wspomóc ich AI?
Dlaczego nagrywać setki linii dialogowych z aktorem, skoro można wygenerować je syntetycznie? To nie jest teoria. To już się dzieje.
Ostatecznie zdecydują gracze
Branża gier jest brutalnie prosta: liczy się sprzedaż. Jeśli gracze odrzucą gry z AI, wydawcy się wycofają. Jeśli gracze je zaakceptują, AI stanie się standardem. Nie dlatego, że jest lepsze. Dlatego, że jest bardziej opłacalne.
Gracze już raz zatrzymali inicjatywy wydawców, jak słynne Project Ten Dollar od EA. Mogą zrobić to ponownie. Ale tylko jeśli naprawdę im na tym zależy.