Miało być szybko, konkretnie i z przytupem. Zamiast tego mamy klasyczne „jeszcze chwilę, pracujemy nad tym”. Valve oficjalnie potwierdziło, że zapowiadana na pierwszy kwartał 2026 roku Steam Machine nie trafi na rynek zgodnie z planem. Nowa data? „Pierwsza połowa 2026”, czyli maksymalnie do końca czerwca. Powód jest prosty i boleśnie przyziemny – pieniądze.
Głównym winowajcą są rosnące koszty modułów RAM i pamięci masowej. Firma w swoim komunikacie przyznaje wprost, że sytuacja na rynku komponentów zmieniła się znacznie szybciej, niż ktokolwiek zakładał w momencie ogłoszenia sprzętu. Niedobory podzespołów, wyższe ceny produkcji i ogólna niepewność sprawiły, że Valve nie chce ryzykować ogłaszania cen, których później nie będzie w stanie utrzymać.
Krótko mówiąc: nie ma jeszcze finalnej ceny Steam Machine, a bez tego trudno mówić o konkretnej dacie premiery. Valve podkreśla, że woli przesunąć start, niż wypuścić urządzenie w pośpiechu albo – co gorsza – sprzedawać je ze stratą.
To zresztą nie powinno nikogo dziwić. Od początku było jasne, że Steam Machine nie będzie tanim gadżetem w stylu konsol. Mówimy raczej o sprzęcie bliższym gamingowym pecetom, tylko zamkniętym w formie kompaktowej „konsolowej kostki”. Już wcześniej pojawiały się plotki o cenie startującej od około 950 dolarów, a po obecnych zawirowaniach bardzo możliwe, że ta kwota pójdzie jeszcze w górę.
Wydajność jak z wysokiej półki
Z technicznego punktu widzenia zapowiedzi brzmią jednak bardzo obiecująco. Valve deklaruje, że Steam Machine ma być w stanie uruchomić praktycznie wszystkie gry ze Steama w rozdzielczości 4K przy 60 FPS. W wielu przypadkach konieczne będzie wsparcie technologii AMD FSR, czyli upscalingu obrazu, ale to w dzisiejszych czasach standard nawet na mocnych PC.
Firma uczciwie zaznacza też, że niektóre bardziej wymagające produkcje mogą działać lepiej przy niższym klatkażu i z wykorzystaniem VRR (variable refresh rate). Brzmi to jak rozsądne podejście – bez marketingowych bajek o „zawsze idealnej płynności”.
Co ciekawe, Steam Machine ma być sprzętem dość otwartym na modyfikacje. Użytkownicy będą mogli samodzielnie rozbudować pamięć za pomocą dysków NVMe 2230 lub 2280, a nawet zwiększyć ilość RAM-u dzięki wymiennym kościom DDR5 SO-DIMM. To ogromna różnica względem tradycyjnych konsol, gdzie wszystko jest zabetonowane na amen.
A gdzie ten hit na start?
W branży od dawna krąży plotka, że Valve szykuje na premierę nowy tytuł z uniwersum Half-Life, który miałby być prawdziwym system sellerem dla Steam Machine. Na razie to tylko niepotwierdzone informacje, ale patrząc na historię firmy, taki ruch miałby sporo sensu. Nowy sprzęt Valve zwykle dostaje mocne wsparcie w postaci dedykowanego oprogramowania – wystarczy przypomnieć premierę Half-Life: Alyx dla VR.
Na ten moment pozostaje czekać. Valve obiecuje częstsze aktualizacje i tzw. „deep dive’y” dotyczące sprzętu, więc w najbliższych miesiącach powinniśmy dowiedzieć się więcej.
Steam Machine zapowiada się jako bardzo ciekawa alternatywa dla konsol i klasycznych PC. Pytanie tylko, czy finalna cena nie zabije całego entuzjazmu. Rynek gier jest bezlitosny, a gracze potrafią liczyć pieniądze lepiej niż ktokolwiek inny.