Priestahh – jeden z najbardziej rozpoznawalnych zawodników północnoamerykańskiej sceny – oficjalnie ogłosił, że odchodzi od profesjonalnej rywalizacji. Po ponad dekadzie spędzonej na najwyższym poziomie esportu postanowił powiedzieć „dość” i zamknąć rozdział, który zdefiniował większość jego dorosłego życia.
Informację przekazał osobiście w mediach społecznościowych. Bez korporacyjnych formułek – po prostu szczere wyznanie gościa, który zjadł zęby na Call of Duty. Przyznał wprost, że ostatnie 10 lat było dla niego niesamowitą przygodą, ale z biegiem czasu zaczęła znikać radość z gry.
Próba powrotu, która nie wypaliła
Co ciekawe, Priestahh nie podjął decyzji pochopnie. W ostatnich miesiącach spróbował wrócić do formy poprzez rozgrywki Challengers, czyli zaplecze głównej ligi Call of Duty. Liczył, że znów poczuje głód rywalizacji i dawną iskrę. Skończyło się inaczej.
Zamiast motywacji pojawiło się psychiczne zmęczenie, presja i świadomość, że to już nie to samo, co kiedyś. Jak sam napisał – chciał odejść z hukiem, na własnych zasadach. Ale czasem największą dojrzałością jest przyznanie przed samym sobą, że pewien etap po prostu dobiegł końca.
Kariera, której nikt mu nie odbierze
I trzeba to powiedzieć jasno: mówimy o zawodniku z absolutnej topki. Priestahh przez lata był jednym z najbardziej stabilnych i uniwersalnych graczy na scenie. Dziewięć wygranych turniejów, masa finałów, a przede wszystkim – mistrzostwo świata w 2023 roku zdobyte z New York Subliners.
To właśnie tam przeżył jeden z najlepszych okresów w karierze. Sezon 2023 zapisał się w historii organizacji, a on sam był kluczowym elementem składu. Agresywny styl gry, ogromne doświadczenie i chłodna głowa w najważniejszych momentach – tak zapamiętają go kibice.
Na przestrzeni lat reprezentował całą plejadę drużyn: Minnesota RØKKR, Atlanta FaZe, Boston Breach, Los Angeles Guerrillas, a nawet Las Vegas Falcons w sezonie 2025. Gdziekolwiek trafiał, wnosił profesjonalizm i poziom, którego nie dało się zignorować.
Ostatni taniec w Challengers
Jeszcze niedawno oglądaliśmy go w barwach Falcons Academy White w rozgrywkach Challengers. Tam również potrafił błysnąć – kilka miejsc na podium w turniejach NA pod koniec 2025 i na początku 2026 roku tylko potwierdziło, że umiejętności nadal były.
Ale esport to nie tylko skill. To również mental, motywacja i gotowość do codziennego grindowania po kilkanaście godzin. A tej gotowości zaczęło brakować.
Przyszłość?
Na razie – cisza. W swoim pożegnalnym wpisie podziękował żonie, rodzinie, kolegom z drużyn i trenerom. Podkreślił, że Call of Duty zawsze będzie częścią jego życia, nawet jeśli już nie w roli zawodnika.
Czy zobaczymy go jako trenera? Twórcę treści? Analityka? Tego jeszcze nie wiemy. Z takim doświadczeniem i nazwiskiem na pewno nie zniknie ze sceny całkowicie.