Jeśli grasz w Call of Duty od lat, to doskonale wiesz, że walka z oszustami to niekończąca się wojna. Co sezon słyszymy te same obietnice: „będzie lepiej”, „nowe zabezpieczenia”, „twarde bany”. A potem wchodzisz na mecz i jakiś typ z magicznym recoil control kasuje cię przez pół mapy. No więc wygląda na to, że przy okazji startu Sezonu 2 w Black Ops 7 i Warzone, Activision naprawdę postanowiło dokręcić śrubę.
System RICOCHET Anti-Cheat dostaje solidny zastrzyk nowych technologii. Dla niewtajemniczonych – to autorskie narzędzie Call of Duty do wykrywania oszustw, działające zarówno po stronie serwera, jak i bezpośrednio na sprzęcie gracza. Na konsolach i PC analizuje dane z rozgrywki, wychwytuje podejrzane zachowania i w teorii ma eliminować tych, którzy próbują grać nie fair.
Problem w tym, że cheaterzy zawsze znajdą nową drogę. Ostatnimi czasy prawdziwą plagą stały się urządzenia typu Cronus Zen czy XIM Matrix. To niewielkie gadżety podpinane do konsoli lub PC, które pozwalają uruchamiać skrypty – redukcję odrzutu, wspomaganie celowania, kombinacje makr. Oficjalnie producenci tłumaczą je „ułatwieniami dostępności”, ale nie oszukujmy się – w praktyce większość ludzi używa ich po to, żeby mieć nieuczciwą przewagę.
I właśnie w nie te zabawki celuje nowa aktualizacja RICOCHET-a.
Od startu Sezonu 2 wprowadzony zostanie zupełnie nowy system wykrywania urządzeń zewnętrznych, który ma skutecznie blokować działanie Cronusów, XIM-ów i podobnych wynalazków. Activision zapowiada, że zamiast bawić się w półśrodki, po prostu zrobi z nich bezużyteczne plastikowe pudełka, przynajmniej w Call of Duty.

Do tego dochodzi mocniejsze zabezpieczenie wersji pecetowej. Microsoft Azure Attestation będzie zdalnie sprawdzać integralność systemu, a gracze na Windowsie nadal będą musieli mieć włączone TPM 2.0 oraz Secure Boot. Brzmi to może jak techniczny bełkot, ale w praktyce oznacza jedno: trudniej będzie odpalać podejrzane programy i kombinować z cheatami na poziomie systemu.
Czy to rozwiąże problem raz na zawsze? Pewnie nie. W świecie gier online nie ma czegoś takiego jak ostateczne zwycięstwo nad oszustami. Ale każdy kolejny mur postawiony przez deweloperów sprawia, że życie kombinatorów staje się coraz bardziej upierdliwe – a o to przecież chodzi.
Sam Sezon 2 Black Ops 7 zapowiada się zresztą całkiem konkretnie. Do gry wraca kultowa mapa Slums z Black Ops 2, pojawią się nowe lokacje – Torment, Sake i Nexus – oraz świeże tryby, w tym Safeguard na start sezonu. Warzone tradycyjnie dorzuci nowe bronie, operatorów i battle pass pełen kosmetyki. Czyli standard: nowa zawartość, wielka łatka do pobrania i wieczór wyjęty z życia na aktualizację.
Najważniejsze jest jednak to, że zwykli gracze nie muszą robić absolutnie nic. Wszystkie zmiany wchodzą automatycznie wraz z aktualizacją. Jeśli grasz uczciwie – temat cię nie dotyczy. A jeśli do tej pory wspierałeś się jakimś Cronusem, no cóż… możesz powoli szykować się na rozczarowanie.
Activision od dawna wysyłało producentom takich urządzeń pisma, groźby i wezwania do zaprzestania działalności. Teraz widać, że przeszli z gadania do konkretów. I bardzo dobrze. Bo nie ma nic bardziej wkurzającego niż przegrywanie meczu nie dlatego, że ktoś jest lepszy, tylko dlatego, że używa sprzętowego dopingu.
Start Sezonu 2 już 5 lutego. Wtedy przekonamy się, czy te wszystkie zapowiedzi faktycznie przełożą się na czystsze lobby i mniej podejrzanych killcamów. Trzymam kciuki, żeby tym razem to nie były tylko puste słowa, bo społeczność Call of Duty naprawdę ma już dość tego cyrku.