Tech-giganci ładują teraz niewyobrażalne kwoty w infrastrukturę AI. Serio, mówimy o bilionach na serwery, GPU i modele, które mają być mądre. Wyścig trwa, a w czołówce siedzi Microsoft – firma, która jeszcze kilka lat temu kojarzyła nam się z Wordem i Windowsem, a teraz wali AI-all-in.
Najnowszy strzał? Mustafa Suleyman, szef Microsoft AI, rzucił publicznie tezą, która brzmi jak żywcem wyjęta z Cyberpunka albo Halo:
W ciągu pięciu lat każdy z nas ma mieć swojego własnego AI-przyjaciela.
Nie chodzi o jakiegoś chatbota do small talku. Suleyman mówi o cyfrowym towarzyszu, który zna twoje preferencje, rozumie kontekst, widzi i słyszy to samo co ty, a do tego potrafi prowadzić rozmowy nie tylko sensowne, ale też emocjonalnie klejące się. Coś jak Cortana i Master Chief, tylko bez pancerza Mjolnir.
Według Suleymana taki AI nie ma być gadżetem. Ma być asystentem, doradcą i kumplem, słowem: „zawsze obecnym pomocnikiem, który ogarnia tematy i ogarnia ciebie”.
AI w codziennym życiu
Jeżeli ktoś śledzi rynek AI, to wie, że to nie jest wizja z kosmosu. Już teraz mamy generowanie obrazów i wideo z komend, modele multimodalne, które ogarniają tekst, obraz, audio, asystenty systemowe typu Copilot w Windowsie czy agentowe AI, które samo wykonuje zadania.
Dorzucasz do tego okulary AR, sensory, wearables, a nagle okazuje się, że ta „science-fiction” to po prostu wersja beta przyszłych usług.
Suleyman sam powiedział coś, co trafia w sedno: ludzie nie doceniają skali.
„Jezu, ile cyników! Dorastałem grając w Snake na Nokii, a teraz ludzie narzekają, że AI rozmowa i generowanie obrazu to mało?”.
I trudno mu się dziwić. My, internetowe społeczeństwo z ADHD, bardzo szybko przyzwyczajamy się do rzeczy „niemożliwych” i po miesiącu uznajemy je za nudny standard.
Ale nie wszyscy kupują wizję Microsoftu
Są też tacy, którzy mają już dość wciskania AI w każdy zakątek softu. Copilot w Windowsie? AI w Office? AI w Xboxie? Dla części ludzi to już przysłowiowa marchew w każdym daniu – czasem smaczna, czasem kompletnie niepasująca. Suleyman tego nie ukrywa – jest zdziwiony, że ktoś może „nie być pod wrażeniem”.
Co to oznacza w praktyce?
Jeśli Microsoft trafnie przewiduje trend, to za pięć lat:
- Interfejsy systemowe się zmienią: mniej klikania, więcej „powiedz co chcesz”.
- Prywatność stanie się polem bitwy: AI, które „widzi i słyszy to co ty”, to nie zabawka.
- Rynek pracy znowu się przetasuje: agentowe AI przejmie masę rutyny.
- Gaming i media totalnie się odmienią: dynamiczne NPC, procedurale fabuły, personalizacja treści.
Podsumowując, świat może zmienić się nie do poznania w ciągu najbliższych kilku lat. Czy jako społeczeństwo na tym zyskamy czy stracimy? Pozostaje czekać…