Highguard odpalił serwery i… od razu dostał obuchem w łeb. Free-to-play’owy raid shooter ledwo zadebiutował na Steamie, a już został zjechany na “Mostly Negative”. Nie minęły nawet trzy godziny od startu, a wleciało ponad 9 tysięcy recenzji, z czego ponad 7 tysięcy negatywnych. To nie jest normalny feedback, to jest klasyczny review-bombing.
Skąd ta fala gnoju? Powodów jest kilka. Po pierwsze, Highguard miał fatalny PR przed premierą. Wielki pokaz na The Game Awards 2025 zamiast hype’u wywołał irytację – masa graczy po prostu uznała, że gra wciska się na scenę, gdzie nie powinna być. Potem zapadła cisza. Zero komunikacji, zero budowania narracji. W erze szybkich mediów to samobój.
Efekt? Gracze mieli już wyrobione zdanie zanim w ogóle dotknęli gry. Więc gdy tylko Steam pozwolił odpalić rozgrywkę, ruszył sport narodowy: wystawianie jedynek z połową godziny na liczniku, teksty w stylu “gówno”, “tragiczne”, plus komentarze kwestionujące, czy to faktycznie robią ex-developerzy Apex Legends. Padają zarzuty o brak tożsamości, o to, że gra “próbuje być 10 rzeczami naraz”, że 3v3 to “zły format dla shootera” i że lobbiów powinno być dużo więcej.

I teraz: nie wszystko to prosty hejt. Część krytyki jest sensowna – niektórzy piszą, że pacing jest dziwny, że brakuje klimatu, że movement nie daje satysfakcji. Ale cała reszta to emocjonalny odwet po miesiącach memów, dyskusji i przeświadczenia, że gra będzie trupem na premierę.
A przecież F2P shootery mają jeden wspólny wzór zachowania społeczności: pierwsze godziny są zawsze prymitywne, chaotyczne i absolutnie nie oddają rzeczywistego potencjału. Highguard nie jest tu wyjątkiem. Trzeba więcej niż kilku rund, żeby ogarnąć tempo, meta, role, a szczególnie gunplay, a ten, jak twierdzą pierwsi testerzy, jest naprawdę solidny.
Jest też szerszy kontekst: rynek F2P shooterów jest przesycony. Gracze mają Apexa, Warzone, The Finals, Valoranta, a wszystko, co nie wbija się z wyraźnym DNA, dostaje z automatu w pysk. Highguard na razie nie przebił się narracyjnie, a to w 2025 roku zabija szybciej niż bugi.
Czy będzie odbicie? Możliwe. Jeśli twórcy zaczną komunikować się jasno, dorzucą pragmatyczne update’y i przede wszystkim nie spanikują, to jest szansa, że część graczy wróci i zacznie oceniać realny gameplay, a nie memy z Instagrama.
Na dziś jednak diagnoza jest prosta: Highguard zalicza twardy wjazd w beton. Review-bombing jest faktem, Steam świeci na czerwono, a społeczność nie odpuszcza. Zobaczymy, czy za tydzień będziemy mówić o pierwszym patchu, czy o kolejnym F2P trupie w rowie.