GTA VI może zostać zakazane w Rosji. I nie, nie jest to troll news z Fejsa – facet z jakiegoś tam publicznego zgromadzenia właśnie zawył o moralnym zagrożeniu, jakie gra wideo ma stanowić dla młodzieży. Brzmi jak kawał? To posłuchaj.

Mikhail Ivanov, zastępca przewodniczącego World Russian People's Council, wziął sobie do serca obronę „tradycyjnych wartości” i postanowił, że Grand Theft Auto 6 to degeneracja w najgorszym wydaniu. Cytując jego mniej więcej: gra to „szczególnie niebezpieczne narzędzie wpływu”, które korumpuje społeczeństwo i moralność młodych ludzi. Zaskoczenie level: minimalny. GTA od dawna jest kozłem ofiarnym dla każdego, kto uważa, że przemoc w mediach to przyczyna wszystkich problemów.

I tak, chodzi o GTA VI, które ma wyjść 19 listopada 2026 – jeśli Rockstar nie ugnie się pod presją, to dla milionów Rosjan może w ogóle nie istnieć. Gdyby Rosja faktycznie dodała grę do Federalnej Listy Materiałów Ekstremistycznych, dostęp byłby zablokowany na poziomie państwowym – coś jak to, co zrobiono z Robloxem pod koniec 2025. Tyle że Roblox to jedna rzecz, a największa marka w historii gier akcji to zupełnie inna liga.

Co tu jest zabawne? World Russian People’s Council nie ma formalnej władzy, żeby czegokolwiek zakazać. To organizacja o wpływie społecznym, nie prawna instytucja decyzyjna. Faktyczne decyzje leżą w rękach Roskomnadzoru – i jak dotąd ten urząd zwykle unikał bezpośredniego banowania gier wideo. Ich lista zakazanych treści tradycyjnie skupia się na książkach, filmach czy witrynach internetowych, a nie na tytułach AAA. Ale hej – gdy jednostka robi wystarczająco dużo szumu, władza czasem próbuje załagodzić „problem” zanim naród się zdąży oburzyć.

I tu dochodzimy do najbardziej absurdalnego fragmentu tej historii: Ivanov szczególnie spina się o scenkę z męskim stripteasem w GTA VI. Tak, dobrze czytasz – mężczyźni bez koszulek tańczący. Dla niego to „cyniczne pogwałcenie podstawowych norm moralnych i wartości duchowych”. Co ironiczne, bo w Rosji stosunki między dorosłymi tego samego płci nie są prawnie zakazane, ale propaganda anty-LGBT idzie tam pełną parą, więc nawet kawałek pikantnej animacji w grze staje się wystarczającym pretekstem do histerii.

Seria GTA od zawsze była zapakowana po brzegi przemocą, przestępczością, wulgaryzmami i wszystkim, co możliwe do skrytykowania przez konserwatywne uszy. Robaki w „Hot Coffee” w San Andreas pamięta większość graczy i większość polityków – i każdy wolałby o tym zapomnieć. Ale argument, że GTA VI „demoralizuje młodzież”? To stary jak świat hejt na gry, tylko teraz ubrany w oficjalne pióro jakiegoś radykała.

Czy Rosja faktycznie zabroni GTA VI? Nie wiadomo. Jeśli Roskomnadzor pójdzie za chaotycznym wezwaniem i „zbanować to dziadostwo”, wielu graczy – mówimy o rynku potencjalnie przekraczającym 140 milionów ludzi – po prostu straci do gry dostęp. I to zanim usłyszy ją na żywo. To nie jest tylko jakaś tam „kontrowersja dla klikalności” – to realna perspektywa wyjścia dużego rynku z globalnej premiery jednej z najbardziej oczekiwanych gier roku.

Ale znajmy życie: Rockstar nie pierwszy raz ma do czynienia z moralizatorskim shitstormem. I nie pierwszy raz ten shitstorm nie kończy się zakazem na poziomie państwowym. GTA V było krytykowane wszędzie – od US Senate po lokalne komisje etyki – i stało się jednym z największych hitów w historii. Tutaj nie powinno być inaczej.

Podsumowując: kolejny raz mamy do czynienia z politycznym wrzaskiem, który bardziej mówi o lękach kontrolujących instytucji niż o samej rozrywce. GTA VI to gra – brutalna, niepoprawna, często idiotyczna, ale jednak grywalna opowieść, a nie jakiś „narzędzie wpływu”. Jeśli Rosja pójdzie naprawdę w kierunku blokady, będzie to duży precedens. Ale dopóki Roskomnadzor oficjalnie nie ogłosi decyzji, wszystko to jest głównie szum medialny i próba politycznego punktowania.