Esports World Cup 2026 dorzuca ostatni klocek do układanki: Trackmania wskakuje na listę gier i to nie jako zapchajdziura, tylko jako jedyne ścigałko w całym line-upie. Jeśli ktoś śledził historię esportu, to doskonale wie, że ten tytuł od lat ma swoją wierną scenę, ale jego wejście na EWC to już inny poziom – oficjalny, wieloletni deal z Ubisoft Nadeo i turniej z 32 zawodnikami walczącymi o 500 000 dolarów.

Nie ma tu żadnego RNG, żadnych ukrytych bonusów: Trackmania od zawsze była czysta jak łza: ta sama fura, ten sam tor, liczy się tylko precyzja, pamięciówka i stalowe nerwy. I dobrze, bo w epoce randomowych dropów i meta-zmian co patch taki oldschool potrafi zjeść na śniadanie niejednego esportowego molocha.

Ciekawy jest też timing. RENNSPORT – który w 2024 był jedynym symem w stawce – wylatuje, a jego miejsce bierze Trackmania. Inny klimat, inna publiczność, ale szczerze? Lepiej się to ogląda, bo różnice czasowe są minimalne i to jest ten rodzaj esportu, w którym widzowie faktycznie czują napięcie, a nie patrzą godzinę na pit stopy.

Co więcej, przed główną imprezą ruszy otwarty qualifier w grze, a szczegóły mają wpaść 26 stycznia razem z aktualizacją. To akurat dobry ruch, bo Trackmania mocno żyje w grassrootsach i umożliwienie przejścia od domowego czasówki do światowego finału jest logiczne i po prostu uczciwe. Tu nie ma przepychanek – jak jesteś szybszy, to jedziesz dalej, koniec tematu.

Fabian Scheuermann z EWC Foundation powiedział wprost, że chcą „pokazać dramat ghostów i splitów w sposób, który każdy zrozumie”. I to jest sedno: Trackmania od lat ma fenomenalne momenty, tylko nikt tego dobrze nie zapakował w esportowy telewizor. Jeśli EWC to dowiezie, to może być pierwszy raz, gdy Trackmania przestanie być „tą śmieszną grą od czasówek”, a zacznie funkcjonować w mainstreamie sportów elektronicznych.

Trzeba też pamiętać, że to wcale nie jest świeżak. Trackmania była gwiazdą Electronic Sports World Cup w latach 2006–2015, a scena doczekała się własnego World Touru, którego ostatnią edycję wygrało Solary w 2025 roku. To nie jest tytuł znikąd: po prostu przez lata działał na własnych zasadach, a teraz wchodzi na salony.

Co jeszcze wjeżdża na EWC 2026?

Z Trackmanią lista tytułów zamyka się na 24 grach, rozciągniętych od shooterów, przez MOBA, aż po bijatyki. W lineupie mamy m.in.:

  • League of Legends
  • Dota 2
  • Counter-Strike 2
  • VALORANT
  • Apex Legends
  • Overwatch 2
  • Rocket League
  • Honor of Kings
  • Mobile Legends: Bang Bang
  • Call of Duty: Black Ops 7
  • Call of Duty: Warzone
  • Fortnite
  • Teamfight Tactics
  • Street Fighter 6
  • Tekken 8
  • Rainbow Six Siege X
  • i resztę, która wypełnia mainstream esportów na sterydach

Warto zwrócić uwagę, że EWC buduje identyfikację “igrzysk esportowych”: to jeden z niewielu eventów, gdzie obok siebie siedzą MOBA, FPS-y, bijatyki, battle royale, auto chess oraz – od teraz – racing. I to jest dobra droga, bo rynek w końcu dojrzewa do wielogatunkowych imprez, a nie tylko jednego tytułu pompowanego przez dwa tygodnie.

Podsumowując: Trackmania w EWC 2026 to nie jest randomowy dodatek. To świadoma zmiana balansu gatunkowego, wejście racingu na duży event i szansa na zrobienie z czasówek czegoś więcej niż tylko nerdowskiej niszy. Czy to wypali? Jeśli Ubisoft Nadeo i EWC zrobią porządne transmisje z czytelnymi splitami i ghostami, to nie widzę powodów, żeby nie.