Nie, nie śnisz. Po latach lania łez nad sezonem 8 i niezliczonych tweetach „#BringBackTheOldWriters”, HBO najwyraźniej w końcu idzie do przodu z kontynuacją Gry o tron – i według najnowszych informacji, nie będzie to powrót do Westeros tylko kolejna odsłona po wydarzeniach z oryginału.

To się dzieje wczesnym etapem produkcji, więc spokojnie – nie zostanie jeszcze dziś wieczorem puszczone pierwsze zdjęcie z planu. Ale realnie, ktoś tam w HBO w końcu doszedł do wniosku, że zamiast robić kolejny prequel albo roboczo przebijać House of the Dragon, można spróbować naprawić to, co było po sezonie 8.

O czym ma być ten sequel?

Według doniesień, fabuła ma się koncentrować na Aryi Stark, której ostatnia scena finałowa zostawiła nas wszystkich z jedną myślą: „Gdzie ona płynie i co tam znajdzie?”

Po wszystkich trupach, politycznych giwach, zdradach i surrealistycznych zwrotach akcji, Arya po prostu odpłynęła na zachód Westeros, w nieznane, i to jest moment, który HBO najwyraźniej chce wykorzystać. Jeśli scenarzyści nie spieprzą tego jeszcze bardziej niż ostatni sezon oryginału, mamy tu punkt wyjścia do kompletnie nowej przestrzeni fabularnej: nowi ludzie, nowe lądy, nowy konflikt, nowy lore, którego w serialu nigdy nie widzieliśmy.

Ale chwileczkę: czy będzie gra aktorska, czy będzie to samo?

Otwarta karta. Nie ma jeszcze żadnych oficjalnych nazwisk, nawet w kontekście Aryi – podobno Maisie Williams jeszcze nie podpisała kontraktu, więc teoretycznie HBO może spróbować ją przereklamować. Rozumiesz: innej Aryi.
To byłby gest równie kontrowersyjny jak umieranie Daenerys w sezonie 8.

Nie tylko Arya: wraca Jon Snow?

Trochę zamieszania powodują sprzeczne plotki, które mówią, że HBO odkurza też pomysły z Jonem Snowem i rozważa połączenie smaków – Jon + Arya razem, prawdopodobnie gdzieś poza Murem albo we wschodnich krainach Essos. To nie jest jeszcze potwierdzone, ale źródła branżowe o tym mówią.

Tak czy inaczej, w tym momencie nie wygląda na to, żeby ktokolwiek z oryginalnej ekipy miał wrócić do Westeros (poza Aryą/Jonem, jeśli w ogóle), więc seria może w przyszłości wyglądać zupełnie inaczej niż to, co pamiętasz.

A co z innymi spin-offami?

Podczas gdy sequel dopiero raczkuje, świat Gry o tron nie stoi w miejscu:

  • „A Knight of the Seven Kingdoms” – czyli kolejny prequel (75–100 lat przed GOT), startuje 18 stycznia 2026 i ma już zamówiony drugi sezon przed premierą pierwszego.
  • „House of the Dragon” sezon 3 (i 4?) też mają się pojawić w najbliższych latach.

To znaczy – HBO teraz równolegle trzyma dwa prequele i planuje sequel. NO DOBRZE. Jedni wracają do przeszłości, inni idą ku przyszłościom Aryi i (może) Jona.

Moja opinia

Po epickim wzlocie w postaci pierwszych sezonów Gry o tron i totalnej katastrofie, która stała się finałem, kontynuacja historii po tamtych wydarzeniach to jedyny sensowny ruch, jaki można teraz zrobić. Prequele były spoko, ale patrzenie do tyłu (znów Targaryenowie, znów dworskie spiski sprzed wieków) robi się powoli nudne. Skoro GOT zawsze było o postaciach – ich bólu, ambicjach i durnych decyzjach – to ciągnięcie tego dalej po oryginalnym końcu ma sens, pod warunkiem że scenariusz nie będzie infantylny. Bo ileż można oglądać smoki i polityczne zabawy?

Ale serio: nie podniecaj się jeszcze za bardzo. To dopiero wczesne fazy. To nie jest „GOT 2.0: Wraca Stara Ekipa”. To raczej „GOT NEXT: Arya i nieznane ziemie” albo „Jon i Arya szukają sensu życia w wielkim świecie”. Kto wie.

Ostatecznie, jak coś z tego wyjdzie naprawdę dobre – to będzie jedno z największych wydarzeń TV tej dekady. Jeśli wyjdzie jak sezon 8… no cóż, lepiej nie mówić głośno.