Holendrzy przycisnęli Epic Games do ściany i – po długiej szarpaninie prawnej – wygrali. Sprawa jest prosta: ACM (Autoriteit Consument en Markt) uznała, że Fortnite stosował mechaniki popychające głównie dzieci do impulsywnych zakupów w sklepie cyfrowym. Epic oczywiście się burzyło, poszło do sądu, ale holenderski wymiar sprawiedliwości przyklepał 1,1 mln euro kary i koniec zabawy.

O co poszło?

Jeśli kiedykolwiek wpadłeś do Fortnite’a po “tylko jedną rundkę”, wiesz jak działa ta gra – kolorowo, głośno, a sklep świeci z daleka. ACM stwierdziło, że Epic bawi się w FOMO (fear of missing out): ograniczone czasowo skiny, brak jasnej informacji czy wrócą do oferty, teksty typu “buy it now”, wiecznie odmierzające timery. Sąd uznał, że to nieuczciwe praktyki marketingowe wobec nieletnich.

Do tego dochodzą dane, które organizacje typu UNICEF publikują od lat: im młodszy gracz, tym łatwiej kliknąć „kup” bez refleksji. Bardzo często za kasę starych, którzy potem dowiadują się o wszystkim z wyciągu z banku. I tak buduje się globalny rynek mikrotransakcji w grach F2P.

Epic kontra regulator

Epic w apelacji próbował argumentować, że każdy ma wolność wyboru, a Fortnite to nie kasyno. Problem w tym, że regulator patrzy na to z innej strony: wchodzenie w psychologię dzieciaków dla podbicia konwersji to cienka granica, którą Fortnite przekroczył.

Efekt?

  • Kara 1,1 mln euro zostaje,
  • Epic musi usunąć timery w sklepie globalnie,
  • nie może cofnąć zmian, jeśli nie chce kolejnych batów.

Fortnite nie jest jedynym tytułem z takimi problemami – podobne dyskusje mieliśmy przy lootboxach w Belgii czy UK, przy Genshinie, CS-owym hazardzie, czy mobilkach z „gacha”. Różnica jest taka, że tutaj sąd postawił kropkę nad i.

Co dalej dla branży?

To nie jest tylko pojedynczy strzał. Jeśli państwom zaczną wychodzić takie wyroki, to free-to-play będzie musiało się przeorganizować. Nie dlatego, że nagle ktoś zakazuje mikrotransakcji, tylko dlatego, że regulacje dotkną najbardziej agresywnych metod konwersji.

Epic w ostatnich latach dużo mówi o pro-konsumenckich zmianach (patrz: wojna z Apple, obniżanie prowizji, wspieranie twórców map), ale prawda jest taka, że Fortnite to gigantyczny sklep w przebraniu gry i nikt za darmo skórek nie rozdaje.

A sama gra?

Fortnite dalej śmiga dosłownie wszędzie: PC, PlayStation, Xbox, Switch, Android, iOsy – i kto wie, na czym jeszcze. Epic pcha w markę nowe sezony, kolaboracje i tryby, bo społeczność jest kolosalna. Ale to już inny temat.