Nintendo znowu musi ogarniać nie tylko graczy, ale i rynek komponentów. Ceny RAM-u lecą w górę, a to wpływa na każdy sprzęt, który potrzebuje pamięci – w tym konsole. Prezes firmy, Shuntaro Furukawa, przyznał w rozmowie z japońską prasą, że Nintendo bacznie obserwuje sytuację, ale na razie nie ma paniki.

RAM drożeje, Nintendo patrzy i kalkuluje

Furukawa stwierdził, że firma ma odpowiednio duże zapasy komponentów, więc krótkoterminowo nie planuje podwyżek cen na swoje sprzęty. Proste – jak masz magazyny wypchane podzespołami, to giełdowe wykresy cię chwilowo nie obchodzą.

Problem może pojawić się później. Jeśli rynek pamięci pozostanie niestabilny, to w końcu dopadnie to nawet takiego giganta jak Nintendo. Furukawa nie chciał podać, czy i kiedy ewentualne podwyżki mogą się pojawić – klasyczne „bez komentarza”, ale wiadomo, że w branży nic nie dzieje się bez przyczyny.

Cytując go w skrócie: Nintendo kupuje komponenty z wyprzedzeniem, żeby zabezpieczyć swoje produkcje, ale „rynek pamięci jest zmienny” i trzeba mieć na niego oko. Czyli zero fajerwerków, sama ekonomia.

Nintendo chce więcej filmów. I wcale nie dla kasy

Ciekawszy był wątek dotyczący filmów. Furukawa przyznał, że Nintendo ma apetyt na kolejne adaptacje swoich marek poza Mario i Zeldą. I co ważne – nie chodzi wyłącznie o pieniądze z box office.

The Super Mario Bros. Movie zrobił to, czego Hollywood zazdrości – napędził sprzedaż gier, w tym Mario Kart czy Donkey Konga. Nintendo chce to powtórzyć. Według Furukawy filmy mają robić awareness, a dopiero potem kasa sama leci z gier i merchu. Bardzo nintendowe podejście – najpierw marka, potem branżowy Excel.

Kto może dostać swoje pięć minut na dużym ekranie? Lista jest długa: Donkey Kong, Yoshi, Kirby, Splatoon, Captain Toad, Pikmin, Metroid, Starfox, Animal Crossing, Fire Emblem, Xenoblade, Wario, F-Zero, Pokémon… Wybieraj, bo tam jest tyle IP, że Disney mógłby się zawstydzić.

A co tam u Switch 2?

Żeby było śmieszniej – Nintendo ma teraz dobry moment, żeby budować markę na różnych frontach, bo Nintendo Switch 2 jest już normalnie w sklepach od lata. Cena €469,99 i jak na Nintendo to nie ma skandalu.

Sprzęt w końcu wyświetla 4K w trybie TV, odpala prawie wszystkie gry ze Switcha 1, ma większy i jaśniejszy ekran z HDR i 120Hz, a nowe kontrolery są większe, sztywniejsze i łączą się magnetycznie, bez żadnych szyn i kombinowania.

Do tego mogę dorzucić własną obserwację: ten sprzęt wreszcie wygląda jak konsola 2020+, a nie tablet z 2017 roku. I dobrze, bo po premierze Steam Decka, ROG Ally i całego mobilnego PC-zoo Nintendo nie mogło dalej jechać na nostalgii.

Nintento gra na dwóch frontach…

Nintendo gra na dwóch frontach:

  • pilnuje drożejącego RAM-u, bo bez tego będzie bolało,
  • rozpycha swoje marki w kinach, bo to działa i sprzedaje gry.

Firma jest w mocnej pozycji, ale rynek komponentów potrafi przywalić bez ostrzeżenia. Jeśli pamięć dalej będzie drożeć, to podwyżki cen sprzętu mogą być kwestią czasu – Nintendo nie jest odporne na fizykę i ekonomię.