Plotki o nowym DLC do The Witcher 3 to news, który na papierze wygląda super dla graczy, ale już niekoniecznie dla Geralta. I nie chodzi o to, że ktoś tu będzie psuł legendę. Problem leży gdzie indziej: w czasie, kontekście i w tym, co CD Projekt Red szykuje na przyszłość serii.

10 lat ciszy i nagle boom: DLC

Od ostatniego dużego dodatku minęła prawie dekada. Hearts of Stone i Blood and Wine były wzorem rozszerzeń: świetne scenariusze, dopieszczone questy, a „Toussaint” było jak wakacje po latach rzezi. No i najważniejsze: Blood and Wine elegancko zamknęło historię Białego Wilka, ale bez nachalnego „to koniec, chłopie”. Geralt mógł odpocząć, mógł dalej łazić po świecie, mógł żreć wino na werandzie w Corvo Bianco – i każdy gracz sam to sobie dopowiadał.

Nowe DLC w 2026 roku to już inna bajka. Nie jesteśmy w środku opowieści, tylko po epilogu. A wszystko pachnie czymś więcej niż „dodatkową przygodą”.

CDPR już zmienił zasady gry

Studio oficjalnie potwierdziło dwie rzeczy:

  1. The Witcher 4 to gra o Ciri, traktująca jej „wiedźmińskie” zakończenie jako kanon.
  2. Geralt wróci, ale nie wiadomo w jakiej formie.

I tu się zaczynają schody. Bo jeśli Geralt jest aktywnym wiedźminem wciąż tłukącym potwory – spoko, rola mentora/sojusznika to naturalna droga. Ale CDPR mówi bardzo ostrożnie. Zero deklaracji, kim będzie, ile będzie znaczył, czy w ogóle będzie coś robił poza staniem obok.

To otwiera furtkę do myślenia, że nowe DLC to nie bonus, tylko pomost. A pomosty łączą, ale też przestawiają.

DLC jako przejściówka = zła wróżba dla Geralta

Jeżeli dodatek wyjdzie teraz, to raczej nie po to, żeby Geralt ubił kolejnego arachnomorfa. To może być:

  • wyjaśnienie, dlaczego Geralt nie jest już na froncie wydarzeń,
  • przesunięcie go w stronę mentora, kaleki, emeryta albo wspominki,
  • zamykanie wątku bardziej dosłowne niż Blood and Wine.

I nie chodzi o dramatyczną śmierć czy inne łzawe bzdury. CDPR już pokazało, że lubi narrację przez pamięć i retrospekcje: Wiedźmin 1-3 i Cyberpunk 2077 robiły to non stop. Jeśli więc w „czwórce” Geralt będzie już tylko wspomnieniem, to dodatkiem można to elegancko dopiąć.

A to by oznaczało, że ta piękna, otwarta emerytura w Toussaint przestaje być „wyborem”, a staje się zapowiedzią zejścia ze sceny.

Super dla graczy, gorzej dla legendy

Dla nas jako odbiorców – bajka. Nowe questy, nowe potwory, nowy scenariusz, chance na powrót klimatu, którego nikt inny na rynku nie powiela. Fani gry i tak kupią, nowi może w końcu zagrają.

Ale dla Geralta taki ruch oznacza najpewniej jedno: koniec pewnej epoki. Nie krwawy, nie spektakularny, tylko… potrzebny, bo seria przechodzi do ery Ciri.

I to jest uczciwe. Nie można ciągnąć Geralta w nieskończoność. Tylko, że jeśli to DLC powstaje, to bardzo możliwe, że powstaje po to, żeby graczom oswoić rozstanie.

Podsumowując

Plotki o nowym dodatku brzmią jak spełnienie marzeń – nowe questy w jednym z najlepszych RPG-ów w historii? Jasne, biorę od razu.

Tyle że za tym wszystkim czai się myśl, że to może nie być kolejna przygoda, tylko ostatnia rozmowa przed zamknięciem księgi.

I szczerze? Jeśli CDPR zrobi to z tą samą klasą, co Blood and Wine, to nawet taki koniec będzie godny Białego Wilka. Tylko, do cholery, niech to będzie koniec na jego zasadach.