Rejestracja na Evo Japan 2026 trwa dopiero miesiąc, a już mamy bardzo czytelny sygnał, w jakim miejscu jest dziś bijatykowa scena. Street Fighter 6 nie tyle prowadzi, co masakruje konkurencję. I o ile sukces jednej gry to nic złego, to skala tej dominacji zaczyna niepokoić nawet najbardziej zatwardziałych fanów FGC.

Na ten moment mamy około 3000 zarejestrowanych graczy. Z czego… 2575 gra w Street Fighter 6. Druga gra w kolejce, Guilty Gear -Strive-, ledwo dobija do 200 zapisów. Tekken 8? 148. Reszta? Dwucyfrowe albo niskie trzycyfrowe liczby.

To nie jest zdrowa proporcja.

SF6 = mainstream. Reszta = nisza

Nie oszukujmy się: Street Fighter 6 to jedyna bijatyka, która realnie przebiła się do mainstreamu. Capcom zrobił wszystko dobrze – przystępny system, świetny netcode, agresywny marketing, obecność streamerów, turnieje, influencerzy. Efekt? Gra, w którą grają wszyscy – od randomów z rankedów po zawodników z topu.

Problem w tym, że FGC to ekosystem, a nie jedna gra. Jeśli jedna marka wysysa 80–85% graczy, to reszta sceny zaczyna wyglądać jak afterthought. I to widać po tych liczbach brutalnie.

Jeden z komentarzy na X trafił w punkt:

„Cieszę się, że bijatyki znów są popularne, ale ta różnica jest po prostu przygnębiająca. Jeśli jesteś nowy – spróbuj też innych gier, do cholery.”

I trudno się z tym nie zgodzić.

Drugi problem: tych graczy jest po prostu mało

Druga rzecz, która budzi niepokój, to ogólna liczba zapisów. 3000 graczy miesiąc po otwarciu rejestracji to wynik… meh. Zwłaszcza jak mówimy o Evo w Japonii, czyli świętym gralu dla FGC.

Jasne, organizatorzy mówią, że 1500 osób zapisało się w pierwsze trzy dni, a do eventu zostało jeszcze 3,5 miesiąca. I fakt: między 6 a 7 stycznia SF6 urosło o ~500 graczy, więc hype potrafi eksplodować z dnia na dzień.

Ale spójrzmy prawdzie w oczy: pozostałe gry praktycznie stoją w miejscu.

To wygląda tak, jakby ludzie:

  • zapisali się na SF6
  • zamknęli stronę
  • i mieli w dupie resztę lineup’u

Czy to się jeszcze odwróci?

Może. Evo zawsze nabiera tempa bliżej deadlinów, a Japończycy często zapisują się później. Ale nawet jeśli liczby wzrosną, hierarchia raczej się nie zmieni. SF6 będzie gigantem, reszta – dodatkiem.

I tu rodzi się pytanie, którego nikt głośno nie chce zadać: czy Evo nadal jest świętem całej sceny, czy już tylko festiwalem jednej gry?

Bo jeśli za rok zobaczymy 4000 SF6 i po 150-200 reszty, to coś ewidentnie poszło nie tak.