Jeszcze kilka miesięcy temu wszystko wyglądało jak powrót króla. Battlefield 6 miał być odkupieniem win po chaotycznym Battlefield 2042. I przez moment faktycznie był. Świetna beta, konkretna kampania single, zniszczenia „na pełnej” i klimat bliżej BF3 niż kreskówki – to kupiło ludzi. Efekt? Ponad 700 tys. graczy jednocześnie na Steamie w dniu premiery i status najlepiej sprzedającego się shootera 2025 roku.

Spadek poniżej 100 tys. – symboliczna granica

Według danych z SteamDB, 24-godzinny peak graczy na Steamie spadł poniżej 100 tysięcy. Dla jasności: to nie jest „gra martwa”. To wciąż solidne liczby. Problem w tym, że mówimy o tytule, który stracił około 85% swojej populacji na PC w kilka miesięcy. A to już nie jest naturalne wypalenie po premierze – to trend spadkowy z ostrym nachyleniem.

I tak, to tylko Steam. Xbox i PlayStation nie pokazują danych publicznie. Ale nie oszukujmy się, jeśli na PC ludzie masowo odpadają z powodu bugów, decyzji projektowych i wkurwu, to konsolowcy nie żyją w magicznej bańce szczęścia.

Sezon 1: moment, w którym coś się zepsuło

Wszystko zaczęło się sypać przy Sezonie 1. RedSec Battle Royale miał być świeżym impulsem. Był… nijaki. Battlefield nie potrzebuje kolejnego BR-a, tylko większych map, sensownego balansu i stabilnych patchy. Tymczasem gracze dostali: kolejne bugi po update’ach, kontrowersyjne skiny wyglądające jak żywcem wyjęte z Call of Duty, zarzuty o AI-generowany content i absurdalnie krótki czas na ukończenie BF Pro bonus path.

Do tego Winter Offensive, który zamiast poprawiać, zepsuł gameplay jeszcze bardziej.

Konkurencja nie śpi: i nie chodzi tylko o Call of Duty

Ciekawostka: to nie CoD najbardziej boli Battlefielda w tym momencie. Największy odpływ uwagi idzie w stronę Embark Studios i ich ARC Raiders. Extraction shooter, który utrzymał ponad 90% graczy na Steamie po premierze. To jest kosmos jak na ten gatunek.

Dlaczego? Bo działa, ma jasną wizję i nie próbuje być wszystkim naraz. W kontraście Battlefield 6 wygląda jak gra, która nie wie, czy chce być klasycznym sandboxem, esportowym shooterem czy live-service’owym sklepem ze skórkami.

EA musi się obudzić: i to szybko

Electronic Arts ma jeszcze czas, ale okno się zamyka. 2026 będzie kluczowy. Albo realne naprawy techniczne, większe mapy i lepszy pacing, koniec z durnymi decyzjami monetyzacyjnymi albo Battlefield 6 zostanie zapamiętany jako kolejna zmarnowana szansa: gra z potężnym startem i brakiem długodystansowej wizji.

Na razie to nie jest trup. Ale zapach już się unosi. I jeśli EA dalej będzie udawać, że wszystko jest okej, to ten spadek poniżej 100 tysięcy okaże się nie dołkiem, tylko nową normą.