Jeżeli ktoś jeszcze wierzył, że Rainbow Six Siege ma dziś solidnie ogarniętą infrastrukturę serwerową, to ostatnie dni brutalnie wyprowadziły go z błędu. Gra została prawdopodobnie zhakowana po raz drugi w ciągu tygodnia, a gracze masowo meldują, że po zalogowaniu dostają bana na 67 dni. Tak, sześć-siedem. Memy weszły na serwery szybciej niż Ubisoft na X-a z oświadczeniem.
Według raportów krążących po X (m.in. od vx-underground) konta są blokowane za rzekome „Harassment Offense”, nawet jeśli delikwent nie zrobił absolutnie nic. 67 dni to nie przypadek – to jasny sygnał, że ktoś bawi się systemem kar, a nie że nagle połowa społeczności postanowiła łamać regulamin w identyczny sposób.
Serwery w rozsypce, statusy na czerwono
Na oficjalnej stronie statusów Ubisoft widać klasyczny obraz nędzy i rozpaczy:
- Connectivity – degraded
- Authentication – down
- Matchmaking – down
- In-Game Store – down
Do tego komunikaty o „synchronization failed” przy próbie logowania. To nie jest pojedynczy region czy platforma – wszystko walnęło naraz, co tylko wzmacnia tezę o poważnym naruszeniu po stronie serwerów.
Drugi raz w tydzień. Serio?
Cofnijmy się o kilka dni. 27 grudnia Ubisoft wyłączył serwery po incydencie związanym z marketplace’em. Gracze dostawali absurdalne ilości waluty premium, a na serwerach pojawiały się skórki dostępne wyłącznie dla deweloperów. Ubisoft następnego dnia wszystko cofnął, transakcje anulował, ale nikogo nie zbanował, nawet jeśli ktoś zdążył wydać „darmowe” kredyty.
Serwery wróciły 28 grudnia, logowanie było wolniejsze, kolejki dłuższe – klasyka po awarii. I teraz, tydzień później, mamy kolejną kompromitację. Czy to nowy atak, czy niedomknięta dziura po poprzednim? Ubisoft milczy.
Timing jak z koszmaru
Cała sytuacja dzieje się w najgorszym możliwym momencie. Siege właśnie odpaliło crossover z Attack on Titan, gdzie Amaru paraduje jako Mikasa Ackerman, a równolegle trwa Operation Tenfold Pursuit z czasowymi nagrodami. Gracze z banem na 67 dni mogą po prostu stracić content, którego później nie da się odzyskać. I to już nie jest „hehe, śmieszny mem”, tylko realna strata.
Co dalej?
Oficjalnego komunikatu brak. Patrząc jednak na charakter sprawy, bany najpewniej zostaną cofnięte, bo trudno sobie wyobrazić, żeby Ubisoft zostawił to tak, jak jest. Problem w tym, że zaufanie społeczności dostaje kolejny strzał w kolano. Siege ma 10 lat, wciąż dziesiątki tysięcy graczy online na Steamie, a mimo to wygląda, jakby backend był sklejony taśmą i modlitwą.
To nie jest już kwestia pojedynczego faila. Dwa incydenty w tydzień to sygnał, że ktoś grubo zawalił bezpieczeństwo. I dopóki Ubisoft nie wyjdzie z jasnym, technicznym wyjaśnieniem, każdy kolejny dzień bez informacji będzie tylko dolewał benzyny do ognia.