Już jutro czeka nas prawdziwy klasyk. FaZe Clan zmierzy się z Astralis w finale kolejnego dużego turnieju. Tym razem jest to Intel Extreme Masters w Sydney. Czeka nas ogromna dawka emocji. Sprawdźmy zatem, która z drużyn ma większe szanse na zwycięstwo.
FaZe Clan
Faza pucharowa
IEM Sydney
Wielki finał
06.05.2018
godz: 07:00

Nie podlega wątpliwości, że te dwa zespoły wpisały się złotymi literami w historię obecnej wersji Counter-Strike'a. Fakt, FaZe nie ma tego jednego klejnotu, który zwieńczyłby koronę – ekipa ta nigdy nie wygrała turnieju rangi major. Jutrzejszy finał pomiędzy całkowicie duńskim składem a europejskim „super-teamem” jest swoistą nagrodą za pełen emocji turniej w odległej Australii. Oba zespoły dają z siebie 100% (FaZe może nawet 110%). Dlaczego zawyżyłem tę liczbę na korzyść FaZe? Wynika to tylko i wyłącznie z tego, że ekipa Finn „karrigan” Andersen nie gra w swoim „normalnym” składzie. Jeśli ktoś z Was nie wie, co się stało, to już wyjaśniam! Za olofmeistera wszedł jego rodak – niegdysiejszy reprezentant NiP – Richard „Xizt” Landström. Jest to wynik problemów zdrowotnych Olofa.
Zmiana jednego zawodnika zawsze wpływa na cały zespół. Nie było to wejście 1:1, bo obaj Szwedzi prezentują zgoła inny styl gry. Stąd też niesłychanie twardy orzech do zgryzienia mieli RobbaN (trener) i karrigan (kapitan). Zmodyfikowanie wszystkich taktyk, pozycji zawodników i ustawienie Xizta tak, by to pasowało pod jego styl mogło się okazać kompletną klapą. Tymczasem… FaZe zagra w wielkim finale! W nieco analogicznej sytuacji stało SK, które zmieniło TACO na Stewiego. Zgaduję, że brazylijska formacja chce jak najszybciej zapomnieć o tym turnieju, więc pomińmy tę historię o bolesnym upadku.
Rozmawiając wcześniej z moim redakcyjnym kolegą, Olafem Ostrowskim, doszliśmy do wniosku, że pomimo potrzeby włożenia większego trudu w osiągnięcie zwycięstwa (wspomniane 110%), FaZe nie gra na takim poziomie, do jakiego nas przyzwyczaiło. Obaj odnieśliśmy wrażenie, że jest to jakby wymuszone. Co jest zrozumiałe, FaZe Clan czeka na powrót Olofa, by pokazać wszystko, co ma w zanadrzu. Na podsumowanie tego zespołu i predykcje przyjdzie jeszcze czas. Tymczasem spójrzmy na Astralis…
Czy RobbaN wywiązał się ze swojej roli?
Astralis gra ostatnio rewelacyjnie. Duńczycy poczuli krew i możliwość powrotu na tron, którego kurczliwie, jednak bez problemów, trzymało się SK Gaming. Pamiętajmy, że duńska formacja utraciła miano „najlepszej drużyny na świecie” właśnie na rzecz fenomenu, jaki nam się objawił, czyli SK. Trzeba tutaj koniecznie zaznaczyć, że Astra jest na fali wznoszącej od momentu, w którym miejsce Kjaerbye'go zajął Emil „Magisk” Reif. Magisk już nie raz w ciągu tych trzech miesięcy udowodnił, że jak trzeba, potrafi wziąć grę na swoje barki i robić za „one man army”. Zaznaczmy również, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a ostatnie zwycięstwo podczas DreamHack Masters w Marsylli na pewno podsyciło głód wygranej u Duńczyków.Nie oszukujmy się, FaZe Clan w fazie grupowej nie błyszczało formą. Europejski mix w drugiej rundzie trafił na gospodarzy turnieju – australijskie Renegades. Ku ogólnemu zaskoczeniu, Renegaci pokonali przeciwników ze Starego Kontynentu 1:2, a to oznaczało, że FaZe spada do dolnej drabinki. Pierwszym przeciwnikiem w drodze po ćwierćfinał (szansa na awans bezpośrednio do półfinału odeszła wraz z przegraną w drugiej rundzie górnej drabinki) było Grayhound. Ogary „odgryzły” rywalom jedną mapę. Tego wyczynu nie udało się powtórzyć Cloud9, które w walce o ćwierćfinał przegrało z FaZe 0:2. Playoffy były dla tej formacji z pewnością bardziej udane niż starcia w grupie. Najpierw przyszła pora za (moim zdaniem) przedwczesny rewanż na Fnatic za IEM Katowice (2:0), a następnie na dosyć ciekawy mecz z TyLoo (2:1).Przeciwnikami Astralis – bez cienia wątpliwości – były zdecydowanie lepsze drużyny niż to miało miejsce w przypadku oponentów FaZe. Duńczycy rozpoczęli zmagania w Sydney od swoistego zaskoczenia. Ich pierwszym przeciwnikiem było NRG Esports, które pokonali dopiero w dogrywce. Dalej nadeszła pora (po raz pierwszy) na mousesports, które w drugiej rundzie zaprezentowało się po prostu słabiutko. O miejsce w półfinale podopieczni Danny'ego „zonic” Sørensen walczyli z Fnatic. Wygrywając 2:0, Astra zapewniło sobie dzień wolnego. Dzisiaj nadszedł czas na ponowne zmierzenie się z mouz. Pierwsza mapa; bez historii. Po tym, jak Myszy wygrały w dogrywce na de_inferno, kibice mogli mieć nadzieję na zaciętą rozgrywkę na ostatniej lokacji, jaką był Cache. Niestety, tak się nie stało. Pokonując 2:1 mousesports, Astralis doszło do jedynego słusznego dla tej formacji etapu.FaZe oraz Astralis przyzwyczaiły nas do tego, że ich zmagania przynoszą dużą dawkę emocji. Nawet w przypadku, kiedy jedna z tych drużyn prezentuje niższy poziom niż zazwyczaj. Tą drużyną jest dzisiaj FaZe. Zespół ma swoje problemy, które wynikają bezpośrednio z braku jednego z podstawowych zawodników, mimo to, wciąż był w stanie dostać się do wielkiego finału tego turnieju, za co należy się ogromny szacunek. Astralis po prostu konsekwentnie idzie po kolejne ważne zwycięstwo w przeciągu dwóch tygodni. Wydaje mi się, że FaZe po raz drugi z rzędu będzie musiało przełknąć gorycz porażki po wielkim finale turnieju z cyklu Intel Extreme Masters. Astralis prezentuje się po prostu lepiej. Pamiętajmy jednak, że w Katowicach to FaZe było stawiane w roli faworyta, a jaką niespodziankę dostaliśmy. Nie obrażę się, jeśli jutrzejszy finał przyniesie widzom tyle emocji, co ten w Polsce. Trzymam kciuki za to, by walka o zwycięstwo toczyła się do ostatniej rundy piątej mapy. Pamiętajmy też, że podczas meczu BO5 niezwykle ważny jest czynnik zmęczenia. Kto poradzi sobie z nim lepiej? Przekonamy się już jutro!